Po kilku spotkaniach klubowych wystartowaliśmy z Wrześni do Szwajcarii we wtorek rano 10 sierpnia. Drogę przebyliśmy bez przygód. Przygotowywane samochody przez kilka miesięcy spisały się wyśmienicie pokonując dziennie długie dystanse.

Zlot odbył się w Szwajcarii w Interlaken położonym między jeziorami Brienzersee i Thunersee w otoczeniu niebotycznych Alp z górującym szczytem Jungfrau. Trzeba pogratulować organizatorom wybóru miejsca.
Mieszkaliśmy w namiotach na łąkach przy sportowym lotnisku. Cała dolina została zdominowana przez zlotowiczów . Lotnisko i otaczające go łąki stało się funkcjonalnym citroënowym miasteczkiem zamieszkałym przez około 8 tysięcy – fanów marki. Z zaciekawieniem przyglądaliśmy się sprawnej organizacji zaimprowizowanego miasta namiotów. Uczestniczyli w zlocie przedstawiciele wszystkich kontynentów. Najciekawsze dla nas była historia marki poparta będącymi na chodzie starymi samochodami. Byliśmy zaszokowani taką ilością i stanem technicznym wypielęgnowanych Citroënów posegregowanych modelami i rocznikami. Spotykaliśmy się z kolekcjonerami – pasjonatami dzielącymi się bardzo chętnie i życzliwie swoimi przygodami w normalnej eksploatacji, rekonstrukcjach, naprawach, rajdach swoich ukochanych Citroenów. Wymienialiśmy się swoimi doświadczeniami, adresami i częściami i drobnymi upominkami. Były to bardzo interesujące.
Podziwialiśmy eksponaty historycznych i unikalnych prototypów Citroëna takich jak np: C4, B L, DS., SM, 2CV.

Wieczorem bawiliśmy się na występach specjalnie zaproszonych zespołów muzycznych i korzystaliśmy z wielu dostępnych zlotowych atrakcji gastronomicznych.
Dużą atrakcją był wybór najciekawszego, najładniejszego i najwierniej zachowanego starego citroena. Nasi koledzy ROMEK Kasprowicz i ZBYSZEK Kucza nie mogli oprzec się wdziękowi jednemu z prezentowanych starych Ds-ów i go kupili. Mamy go we Wrześni. W przyszłym roku na naszym zlocie w sierpniu będziemy go podziwiać i jeździć.

Zlot zakończył się w niedzielę 15.08.2004. Wtedy też wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. WŁODEK Koralewski z żoną ANITĄ nie mogli do Polski dojechać przez kolejne 2 – tygodnie bo „błądzili” turystycznie po Szwajcarii, Austrii i Niemczech.

Dziękujemy Urzędowi Miasta Poznania za materiały reklamowe i piękne koszulki z herbem naszego miasta. Firmie Citroën – Labijak – Auto z Poznania za rozwiązanie nam problemu transportu: żywności, namiotów, części do 2CV i bagażu podręcznego wszystkich uczestników wyprawy – JUMPER FIRMOWY był do naszej dyspozycji i towarzyszył ekspedycji.

VENI – VIDI – VICI !!!!!!

Kategorie: Relacje

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.